2006-10-03
06.10 MOW-WAW LO0678 21.10 w Warszawie ;) PA
2006-09-27
Powrocilismy do Chin via Singapur.
2006-09-16
Wkrotce zamkniemy pewien etap w naszej podrozy. Trzy lata na poznaie Azji to oczywiscie malo ale na razie wystarczy.
Potrzeba nam swiezego oddechu, nowego spojrzenia, jakiejs perspektywy. Azja nie okazala sie naszym domem i czasami mamy wrazenie ze jest az tak odlegla kulturowo ze nie do zaakceptowania. To inny swiat.
Po ekstremalnych przezyciach potrzeba nam stabilizacji, innych twarzy na ulicach, domowych zapachow, czystych ulic, swojskiego jedzenia, sniegu i oczywiscie pradziwie polskich swiat ...
Tesknimy za europejska kultura, za muzyka, dobrym filmem.
Przylatujemy na poczatku pazdziernika.
2006-07-07
Indie.Koszmarny upal i oczekiwanie na monsun. Kurs gemmologiczny zatrzyma nas w Jaipurze na trzy najblizsze miesiace. Podroz wsrod pieknych kamieni.
2006-04-16
Trzytygodniowy trek w Himalajach obdarzyl nas nieoczekiwania slawa, a raczej jej przyslowiowym kwadransem. Mrozaca krew w zylach prawda o „porwaniu” czaka na zainteresowanych w dziale „relacje” ;)
Cywilizowane Katmandu przywraca nam w blyskawicznym tempie utracone kilogramy i wyrownuje oddech. Dziwnie jakos po 20 dniach bezustannego trekkingu tylko nie musiec nigdzie isc. I wszedzie tak rowno.
Za tydzien nasze szlaki rozkzyzuja się, my powrocimy do Indii, Gosia i Konrad - do Tajlandii. A tymczasem przygotowujemy się do akcji odwetowej. Mamy już na oku paru Maoistow - dla niewielkiego okupu. Aby zakleic „rewolucyjna” dziure w budzecie, uchwala z dnia wczorajszego ustalislismy podatek od zyskow z turystyki na, powiedzmy, 280 USD z czterech „czerwonych”.
2006-03-04
Hinduska „masala” po trzech miesiacach dala nam w kosc solidnie. Indie, w ktorych populacja turystow dzielnie staje w szranki z miliardem lokalsow, pozwolily nam na krotko tylko cieszyc sie spokojem w Benaulim, Hampi, czy niezniszczalnym klimatem swiatyni Madurai i ghat’ow nad Gangesem w Varanasi.
Wyrwawszy sie na czas jakis z drapieznych objec wszedobylskiego turbiznesu, znow wcielilismy sie w belfrow, uczac esperanta w szkolce sw. Jozefa w Whitefield, gdzie Sai Baba od czasu do czasu bywa i daje sie podziwiac, ale my nie mielismy tej przyjemnosci.
Nepal powitalismy w miejscu narodzenia Buddy, oczarowani niezwyklym jak na Azje spokojem i cisza. A potem kilka rozklekotanych godzin autobusowych i twarde ladowanie w getcie turystycznym Katmandu, przypominajacym wszystkie inne tego typu getta, ale jakze sterylnym w porownaniu z folklorem Indii. Mozna jesc wprost z chodnika ;)
Czekamy teraz na Goche i Konrada (kogo.republika.pl) przygotowujac z nadzieja to spotkanie na szczycie, a raczej pod szczytem ktoregos z osmiotysiecznikow himalajskich. Z nadzieja, ze na chwile uda sie wyrwac tropiacej nas od kilku miesiecy bezlitosnej mafii turystycznej i pogadac po polsku z kims innym, niz nasz zaklety duet.
2005-12-10
Ponioslo nas pod afganska granice, w okolice Chitralu, zeby porownac urode Karakorum i Himalajow z gorami Hindukuszu. I zgubilismy droge wsrod tysiacletnich cedrow, wedrujac z doliny do doliny, przez wioski ostatnich juz w Pakistanie „pogan” z mniejszosci Kalash.
Peszawar uwiklal nas na dlugo w pasztunska goscinnosc, odkrywajac sekrety codziennosci i niecodziennosci muzulmanskiej, a pozniej cory rozslawionego blekitna mozaika Multanu, obnazaly kulisy kobiecego wymiaru tejze codziennosci.
Lahore porwalo nas w zawiklane rytualy sufizmu, przegonilo po starowce w towarzystwie polskim i wreszcie wypchnelo na droge do Indii.
Od trzech dni jestesmy w Indiach, przjemnie zaskoczeni, bo zamiast zapowiadanych tlumow, halasu i natarczywosci, przywital nas spokoj i cisza. Widac wszystko jest wzgledne, a my wciaz jeszcze mamy wzglad na wspomnienia chinskie ;)
2005-10-21
Za nami rodzynkowe wioski Turpanu, dziarscy Ujgurzy o spiewnej mowie, gory piasku pustyni Taklamakan, jedwabie i dywany Hotanu, bazary kaszgarskie, Kirgizi na wyglodnialych koniach, pachnace jogurtem osady Tadzykow. Niby Chiny;)
Od dwoch tygodni wedrujemy przez polnocny Pakistan. Przy pierwszym sniadaniu pod nowym niebem, ziemia zakolysala nam sie lekko pod stopami, niosac pareset kilometrow dalej zniszczenie.
Przez niespokojny Gilgit dotarlismy pod niewzruszony Nanga Parbat gdzie laki, slonce, snieg i cisza kaleczona loskotem pekajacego lodowca.
A teraz gosci nas rozwrzeszczane, roztrabione, rozmodlone i poszczace Rawalpindi.
2005-09-19
Plecaki spakowane, wizy w paszportach, bilety w kieszeniach. Jutro opuszczamy betonowa kraine.
Jedziemy do Pakistanu, ale wczesniej pokrecimy sie jeszcze wokol pustyni Taklamakan w zachodniej prowincji Xinjiang.
A potem wysoka brama Karakorum poprowadzi nas w zupelnie inny swiat.
Goodbye China!
2005-07-29
Nadal Chiny, ale wielkie odliczanie juz sie zaczelo. 60 dni do wyjazdu ...
2005-07-10
Wciąż w Chinach :(
2005-03-24
Ferie minely, wiosna za pasem a my wciaz w Chinach. Rozstalismy sie jednak ze szkola i dziecmi znad Yangtse i w towarzystwie naszych dzielnych ojcow ze szczytu wiezy telewizyjnej w Szanghaju spojrzelismy na nowoczesne wschodnie Chiny.
A teraz przygarnelo nas goscinne Xi'an, gdzie od kilku dni opychamy sie muzulmanskim chlebem (w Azji chleb to rzadkosc). Tu codziennie widzimy slonce na niebie, co w Chongqingu nad Yangtse nie zdarzalo sie prawie nigdy. I tego nam bylo trzeba, slonca, chleba i pokrzykiwan muzulmanskich sprzedawcow. W tej atmosferze przygotowujemy sie do naszego kolejnego celu, bo wszystkie drogi z Xi'an prowadza do ... Pakistanu.
2004-12-14
Choc nasze relacje koncza sie na Tajlandii, podroz nadal trwa. Czerwiec spedzilismy w Laosie, lipiec i sierpieni w zachodnim Sichuanie i Yunnanie. Od wrzesnia uczymy jezyka angielskiego w malym chinskim miasteczku nad Yangtse w prowincji Chongqing, gdzie zostaniemy do ferii zimowych. Potem ruszymy dalej ...